ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
EINSTEIN kim był naprawdę
Autor Wiadomość
Black 



Bunny.!

Wiek: 24
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 211
Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-06-28, 21:39   EINSTEIN kim był naprawdę



Mówił o sobie, że nie ma żadnych nieprzeciętnych uzdolnień, cechuje go tylko niepohamowana ciekawość. 100 lat temu ukazały się jego publikacje, które trwale zmieniły współczesną naukę.
Nieuczesane włosy, koszula bez mankietów, wytarty pulower i smutne spojrzenie... Taki obraz staje nam przed oczami, kiedy myślimy o uczonym-pacyfiście, który już za życia stał się legendą.
Gdy zmarł 18 kwietnia 1955 roku, w ciągu kilku następnych godzin przeprowadzono sekcję zwłok. Patolog Thomas S. Harvey, który się tego podjął, wyjął z ciała mózg i przez długi czas trzymał go w swoim domu. Próbował dociec, na czym polegała tajemnica geniuszu. Stwierdzono później rozrost o 1 cm dolnych płatów ciemieniowych, rejonów zaangażowanych w procesy związane z interpretacją bodźców wzrokowych, rozumowaniem matematycznym oraz wyobraźnią ruchową. Czy to wystarczy, by wyjaśnić istotę wielkiego umysłu? Oczywiście, nie - talentu nie mierzy się w centymetrach.
Podczas sekcji zwłok geniusza wydobyto nie tylko jego mózg. Henry Abrams, okulista z Princenton, wyjął również Einsteinowi oczy i - w akcie swoistego fetyszyzmu - trzymał je przez dziesiątki lat zamknięte w swoim domowym sejfie.
Co sprawiło, że fizyk, którego teorii nie rozumie przeciętnie wykształcony człowiek, stał się idolem swoich czasów, ikoną dorównującą popularnością filmowym gwiazdom i muzykom rockowym? I czy rzeczywiście sobie na taką sławę zasłużył?

Małemu Albertowi w szkole nie szło najlepiej, a koledzy uważali go za dziwaka.

Także jego późniejsze życie rodzinne dalekie było od ideału

14 marca 1879 roku Pauline i Hermannowi Einsteinom, mieszkającym w Ulm, urodził się syn - Albert. Duża i zniekształcona głowa przestraszyła młodą matkę, a babka załamała ręce, bo dzieciak był bardzo tłusty. Wezwany lekarz uspokoił rodzinę, że z głową za parę tygodni powinno być wszystko w porządku, a waga mieści się w normie.
Według samego Einsteina, kolejnych zmartwień przysporzył rodzicom, gdy w wieku trzech lat nie zaczął jeszcze mówić, dając powody do obaw, że jest opóźniony w rozwoju. Nie wiadomo, ile prawdy zawiera ta legenda, ponieważ z innych źródeł wynika, że mały Albert gadał dużo i jak na swój wiek inteligentnie. Maja Einstein, o dwa lata młodsza siostra geniusza, wielokrotnie powtarzała anegdotkę, jak rodzice przygotowywali syna na narodziny siostrzyczki, opowiadając mu o niej jak o zabawce - na jej widok Albert zapytał zawiedziony: "A gdzie są kółka?".
Rok po urodzeniu Alberta Einsteinowie za namową brata Hermanna - Jakoba, wynieśli się z Ulm do Monachium, by w wielkim mieście zainwestować w biznes elektryczny. Zamieszkali w domu z ogrodem, z dala od centrum. Pauline wychowywała Alberta na zaradnego dzieciaka - puszczała go samego na ulicę już w wieku trzech lat, obserwując czujnie z ukrycia. Rozmiłowana w muzyce, kupiła synowi skrzypce i opłaciła nauczycielkę muzyki. Gra na skrzypcach stała się jego drugą - po nauce - największą przyjemnością w życiu.

Krok w dorosłość
Do klasy Alberta na Politechnice trafiła tylko jedna dziewczyna - starsza od niego o 4 lata Serbka Mileva Marić. Utykająca i według innych brzydka, wpadła jednak Albertowi w oko i wkrótce zostali parą. Jej rodzice akceptowali związek, matka i ojciec Alberta nie kryli niechęci. "Stara, kulawa i brzydka, studiuje miast przygotowywać się do bycia żoną, no i do tego nie jest Żydowką!" - protestowała mama Pauline.
W 1900 r. Albert i Mileva nie zdali egzaminów końcowych. Albertowi udało się dostać dyplom, ale nie miał szans na dobrą pracę. Młodzi rozjechali się do swych rodziców i pisali do siebie listy, w których wyznania miłości mieszały się z uwagami o fizyce.
W maju 1901 roku spotkali się na wakacjach nad jeziorem Como. Wkrótce później Mileva odkryła, że jest w ciąży. I znów oblała egzaminy. Z listów ujawnionych w 1986 roku świat dowiedział się, że w styczniu 1902 roku urodziła się córka Einsteina - Lieserl. W pierwszych listach Albert ciepło dopytywał się o małą, potem już o niej nie pisał. Do dziś nie wiadomo, co się z nią stało. Mileva i Albert pobrali się dopiero w styczniu 1903 r., niewykluczone więc, że Einstein oddał nieślubne dziecko do adopcji, by skandal nie pozbawił go dopiero co zdobytej pracy w biurze patentowym, bądź co bądź posady urzędnika państwowego.
Posadę Albert zawdzięczał pomocy przyjaciela z politechniki - Marcela Grossmanna. W czasie studiów często spisywał od niego notatki z matematyki, potem Marcel pomoże mu jeszcze raz z matematyczną stroną ogólnej teorii względności.

Gdy Einstein w "cudownym roku" 1905 opublikował swoje cztery rewolucyjne prace, miał zaledwie 26 lat

Podczas studiów Einstein specjalnie się nie wykazał, myślał nawet o porzuceniu fizyki. Od czarnych myśli i klepania biedy wybawiła go praca w urzędzie patentowym. Sześć dni w tygodniu siedział w biurze, a mimo to znalazł czas, by napisać serię wybitnych prac, którymi w 1905 roku zalał niemieckie "Roczniki fizyki".
Pierwsza praca, którą wysłał do publikacji w marcu, wyjaśniała zjawisko fotoelektryczne. W maju miał już gotowy artykuł tłumaczący naturę ruchów Browna. W czerwcu postawił ostatnią kropkę w pracy zawierającej szczególną teorię względności. W sierpniu wysłał swoją pracę doktorską o rozmiarach cząsteczek, a we wrześniu rozszerzenie szczególnej teorii względności o zależności między masą i energią. W ostatnim miesiącu "cudownego roku" oddał do publikacji jeszcze jeden artykuł o ruchach Browna.
O młodym fizyku z Berna zaczęło być głośno wśród naukowców. W 1909 r. mógł zrezygnować z etatu w urzędzie, ponieważ otrzymał stanowisko na uniwersytecie w Zurychu i zaproszenie do zaprezentowania swoich prac przed fizykami niemieckimi. Potem spędził rok jako profesor w Pradze, by powrócić do Zurychu, tym razem na politechnikę, czyli do swojej byłej uczelni. W 1914 roku rząd niemiecki zaproponował Einsteinowi stanowisko i członkostwo w Pruskiej Akademii Nauk.

Triumf naukowy
W czasie tej tułaczki po Europie Einstein wciąż pracował nad uogólnieniem jego teorii względności, aby opisywała ona również zjawiska fizyczne zachodzące w układach, które nie poruszają się ruchem jednostajnym, lecz zmieniają swą prędkość. Zauważył, że efekty przyspieszenia bądź opóźnienia ruchu w danym układzie bardzo trudno odróżnić od działania siły grawitacji. Gdy podczas przejażdżki windą zerwie się lina - mówił Einstein - i nieszczęśnik zaczyna spadać w dół szybu, będzie się czuł tak, jakby znalazł się w stanie nieważkości. Jeżeli w takiej windzie wypuścimy z przerażenia z rąk teczkę, zauważymy, że nie spadnie ona, ale będzie unosić się koło nas.
Zrozumienie, że działanie siły grawitacji i przyspieszenia są bardzo zbliżone, Einstein nazwał "najwspanialszą myślą swojego życia". Jeśli mu wierzyć, olśnienia doznał nagle, pewnego szarego dnia 1907 roku. "Siedziałem w fotelu w urzędzie podatkowym w Bernie, kiedy nagle przyszło mi do głowy, że człowiek spadający swobodnie nie będzie czuł własnego ciężaru. Byłem wstrząśnięty. To proste stwierdzenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie i zainspirowało mnie do stworzenia teorii grawitacji?.
Jeśli bowiem siłę grawitacji można zastąpić efektem przyspieszenia poruszającego się układu, to - jak stwierdza Einstein - nie może być to realna siła fizyczna, taka jak na przykład siła rozciągająca sprężynę. Grawitacja musi być pewną własnością czasoprzestrzeni, w której odbywa się ruch ciał materialnych. Im większa masa ciała, tym bardziej zniekształca ono czasoprzestrzeń wokół siebie i w ten sposób oddziałuje na inne ciała, znajdujące się w pobliżu.
Przekucie tej intuicji w formalną teorię fizyczną okazało się niełatwe i zajęło Einsteinowi 8 lat nieustannej pracy. Wreszcie uznał swoje dzieło za zakończone i 25 listopada 1915 roku przedstawił światu ogólną teorię względności.
Podsumowując swoje wysiłki, napisał: "Były to lata poszukiwań prawdy, którą się czuje, ale nie potrafi wyrazić, wypełnione na przemian pewnością swojej racji i obawą o nią. Zakończone osiągnięciem pełnej jasności i zrozumienia, znanych tylko tym, którzy ich sami doświadczyli".
Ogólna teoria względności szybko znalazła potwierdzenie doświadczalne. W maju 1919 roku dwie ekspedycje wyruszyły na obserwację całkowitego zaćmienia Słońca - jedna do Brazylii, druga do Afryki. Ich zadaniem było zmierzenie biegu promieni światła wysyłanych przez odległe gwiazdy, a przebiegających w pobliżu powierzchni Słońca. Jeśli przestrzeń w pobliżu Słońca jest - jak chciał Einstein - zakrzywiona, to promienie te powinny ulegać odchyleniu ku Słońcu, jakby były przez nie przyciągane. Pomiary takie można zrobić tylko podczas zaćmienia, normalnie bowiem blask promieni słonecznych przyćmiewa światło gwiazd.
Pół roku później, 6 listopada 1919 roku, wyniki pomiarów zostały ogłoszone - okazało się, że promienie gwiazd zakrzywiły się dokładnie o tyle, ile przewidywała teoria względności. "To jeden z największych triumfów myśli ludzkiej" - mówił odkrywca elektronu J. J. Thomson podczas specjalnego zjazdu Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie, poświęconemu analizie wyników uzyskanych przez ekspedycje.
Następnego dnia w londyńskim "Timesie" ukazał się artykuł pod tytułem: "Rewolucja w nauce! Nowa teoria Wszechświata!". Tymczasem Einstein na pytanie dziennikarza, jak by zareagował, gdyby okazało się, że jego teoria jest błędna, odpowiedział: "Byłbym bardzo zdziwiony".
 
 
     
leonard 


leo

Dołączył: 25 Kwi 2015
Posty: 1
Wysłany: 2015-04-25, 06:27   

Einstein was wrong -- about the quantum mechanical phenomena known as superpositioning and wave form collapse, at least. A team from Australia's Griffith University and Japan's University of Tokyo, have proven that both are tangible phenomena, not simply mathematical paradoxes. See, back when he was still reigning "smartest guy on the planet," Einstein just couldn't wrap his massive intellect around the theory of superpositioning (or as he called it, "spooky action across distance"). That is, a particle in superposition effectively exists in both places at once (not unlike Schroedinger's Cat) until you observe it at either location. At which time the particle you aren't looking at ceases to exist (a process known as wave function collapse). What's more, the disappearing particle seems to know that its twin has been discovered through some mechanism that happens instantly, literally traveling faster than the speed of light -- a clear violation of Einstein's theory of relativity.

In a paper published last week in the journal, Nature Communications, the team split a single photon in half and transmitted it to two separate labs. Upon analysis, they found that the particle not only exists in a superposition state until its observed but that it never showed up in both labs at the same time. According to Einstein's understanding of physics, this simply shouldn't be possible.


Now that the researchers have proven that both superposition and wave function collapse are real, we can begin to apply these phenomena to the next generation of quantum information processing systems. "Usually there are two types of quantum information processing," University of Tokyo professor of applied physics, Akira Furusawa, said in a statement. "There's the qubit type, the digital information processing, and there's continuous variable, a sort of analog type of quantum information. We are trying to combine them." And by leveraging the wave function collapse mechanism, researchers may be able to make quantum communications more secure.

Nature Communications
____________________
leonard
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,51 sekundy. Zapytań do SQL: 26


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową